Bywam na siebie wściekły, gdy zbyt późno poznaję takie płyty. I zespoły. A LIFE znam ledwie od trzech dni. Tylko i aż.

Grają krótko, hałaśliwie, ale cholernie zaraźliwie. Na „Popular Music” najdłuższy utwór trwa niecałe 3,5 minuty (takie są dwa), a najkrótszy ledwie przekracza 1,40 min. Ale tak ma się tego słuchać – szybko, w tempie przywołującym punkowy pociąg, do którego dawno nikt nie wsiadał z rozbiegu, i który w każdej chwili może się wykoleić. W końcu takie surowe granie nie jest dziś w modzie, bo radia i stacje muzyczne (na pewno poza UK) wolą grać wygładzoną wersję brudnej muzyki.

Muzyka LIFE taka jest – agresywna, surowa, szalona. Zespół wycina pod drodze wszystkich i wszystko – w ich tekstach gęsto jest od polityki (Trumpa i Brexit konsumują na bieżąco), spraw społecznych (m.in.  masowej konsumpcji) i współczesnych zagrożeń, takich jak przemoc.

Płytę rozpoczyna „przebojowy” In Your Hands, potem Sugar God, przechodzący płynnie w Go Go Go. Singlowym Rare Boots udowadniają, że nieobce im są melodyjne wstawki gitar i wokali. I że krzyczeć z gniewu też trzeba umieć. Grają równo, płyta ani na chwilę nie traci tempa, a po pierwszym przesłuchaniu frazy typu „Totally off my face, I listen to popular music” pobrzękują w uchu. Najgłębiej zapada jednak krzyk „ I wanna take off with you” z genialnego Beatifully Skint (We were beautifully skint, Washed our clothes in the sink, We used to eat tinned fruit, Debate the drugs that we shoot), przywołującego zimnofalowego psycho rocka w duchu lat 80.

Jest w kwartecie z Hull coś z przyspieszonego Art Brut. Mez i Mick (bracia), Stew (na perkusji) oraz Lydia (bas) robią jednak skuteczne i inteligentne uniki przed prostym zestawianiem ich muzyki. Nawet jeśli skojarzenia z punkiem lat 70. są i muszą być oczywiste. Niczego nie wskrzeszają, a raczej rozbudzają apetyt na „znów”, a przede wszystkim – na „więcej”.

Na wrzesień tego roku LIFE planują wydanie drugiego krążka pt. „A Picture Of Good Health”. I choć trzeba być gotowym na syndrom drugiej płyty, po znanych już Moral Fibre i Hollow Thing, i po uzależnieniu od debiutu trudno powiedzieć, czy taki odwyk jest w ogóle potrzebny. [9/10]

PS [24.07] 6 października LIFE zagrają w warszawskich Hybrydach.