muzobar ac dc

AC/DC, Power Up

muzobar ac dc

Wiele wskazywało na to, że giganci się nie podniosą, kiedy po drodze od ostatniego tournée spadło na nich tak wiele złego. Tymczasem powrócili, w swoim starym stylu, ze sprawdzonym patentem na układ riffów, chórków (lekko tym razem zmienionych) i śpiewnych refrenów. Oto zestaw drobnych przyjemności ze słuchania nowego albumu AC/DC, po którym nie spodziewasz się przecież żadnej rewolucji (ba! może nawet ewolucji?), a jedynie klasycznego grania. To granie opatrzone jest jednak specjalną dedykacją. Część materiału to realizacja pomysłów jeszcze z czasów „Black Ice”, ale „Power Up” wydaje się przede wszystkim skrojony pod – chciałoby się powiedzieć – przeboje. Takie klasyczne, rock and rollowe. Może decyduje o tym większa przejrzystość partii instrumentów, a może nieco łagodniejsze miejscami, niemal soft rockowe tempo? Na pewno wyróżnia się galopujący „Demon Fire”, z prostą, powtarzalną gitarą, i fajnymi przerywnikami, czy zaczynające iście Stones’owsko „Wild Reputation” i „Money Shot”. Tu wszystko działa według rozpisanej dawno recepty na rock, z odpowiednią dawką nostalgii za ostrzejszą przeszłością. I te odwołania, paradoksalnie, odmładzają całość. [6/10]

William Basinski, Lamentations

muzobar lamentation

Z zupełnie innej czasoprzestrzeni, druga premiera dnia, czyli krążekWilliama Basinskiego, jednego z najpłodniejszych twórców współczesnej awangardy. Jego najnowszy album,  „Lamentations”, w większości wypełniają zapętlone dźwięki analogowych archiwów z lat 70., które muzyk wykorzystał dla głębszego podkreślenia przenikających nowe kompozycje przestrzennych lęków i niedopowiedzeń. To jak bezkresna, kontemplacyjna podróż po czyśćcu, tyle że zilustrowana dźwiękami. Wyróżnia się w niej zapowiadający płytę, „O, My Daughter, O, My Sorrow”, który nie tylko przywodzi mi na myśl „The Funeral Party” The Cure, ale też jest najgłośniejszym lamentem z całości, wzmacnianym przez śpiew Svetlany Spajic. Do tego ponad jedenastominutowy „All These Too, I, I Love”, drażniąco niespokojny, który przechodzi (rozwija się?) w „Please, This Shit Has Got To Stop”. Trudno nie potraktować nowego albumu Basinskiego jako pewnej formy ostrzeżenia przed pułapką pustki, w którą w każdej chwili, niespodziewanie, możemy wpaść.[8/10]

Suspect208

Zupełnie bez żadnego trybu, na koniec muzyczna (w sumie) ciekawostka. Dziś udostępniony został kawałek nieznanej jeszcze grupy Suspect208, którą tworzą… synowie dobrych znajomych ze Stone Temple Pilots, Metalliki i Guns’N’Roses. W jej skład wchodzą: na wokalu Noah Weiland, syn nieżyjącego Scotta Weilanda (STP), na basie – Tye Trujillo (syn Roberta), na perkusji – potomek Slasha, London Hudson. Grupę uzupełnia kolega Hudsona, gitarzysta Niko Tsangaris, z którym współtworzą grupę Classless Act. Singiel zatytułowany „Long Awaited” to mieszanka klasycznego rocka, określanego przez niektórych jako „psychodeliczny hard”. Ja zawiesiłem się nad podobieństwem głosu Noah do jego ojca, Scotta, i na tym, że całości, aranżacyjnie, najbliżej do bardziej hard rockowego wcielenia STP.