muzobar kultura

Politycy nie luzują kulturowych zakazów. Artyści i ich całe techniczne wsparcie nadal funkcjonują, w większości, w wirtualnych jaskiniach, z których wychylają się od czasu do czasu na dedykowane koncerty online. Po pierwszej fali darmowych występów, w drugiej okazuje się, że pieniądze płyną z nich różne, choć być może są – po prostu – zapowiedzią nowej kulturowej formy aktywności. Byle nie podstawowej dla przetrwania.

Ministerstwo nietrafionych decyzji

Do gry wkroczyło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, przyznając środki pomocowe dla twórców i animatorów kultury. Wczoraj opublikowana została lista beneficjentów specjalnego Funduszu Wsparcia Kultury dla tych, których aktywność w sferze kultury została w praktyce zamrożona, w wyniku pandemii, a może raczej – decyzji politycznych. Fundusze mają otrzymać 2064 podmioty, z przeznaczeniem na zapewnienie „ciągłości działalności artystycznej i utrzymanie miejsc pracy”. Lista, jak każda z list, nie jest wolna od wad i wątpliwości, co do zasadności pomocy, kryteriów rozdziału środków, a szczególnie – ich kwotowej dysproporcji. O jednej, zwanej B.Full, napisał na Polifonii Bartek Chaciński. Fala krytyki poszła, skupiając się na kolejnych impresariatach i przyznanych im „odszkodowaniach”. I choć agencjom organizującym eventy, i promującym nawet disco polo, też się przecież wsparcie należy, zauważyć trzeba, że pozycja ich samych, a także „podopiecznych”, była w roku pandemicznym niewspółmierna – zespoły te działały chociażby w sferze wesel (których zasady organizacji długo odbiegały od reszty obostrzeń), albo uczestniczyły w trasach koncertowych i wydarzeniach organizowanych przez Polsat czy TVP.

Za chwilę dalszy ciąg programu

Już bez ironii – nabór do programu ogłoszono 8 października, wnioski składano do 21, można więc powiedzieć, że decyzyjność była iście ekspresowa. Mieli decydować eksperci, zadecydował algorytm. Być może stąd brak zrównoważonych (kulturowo) ocen złożonych wniosków, gdyż ich kryteria wyłuszczono dość ogólnie: „wsparcie finansowe będzie można przeznaczyć na tzw. koszty kwalifikowalne. Zaliczane są do nich m.in.: wynajem nieruchomości czy też koszty podróży i materiałów bezpośrednio związanych z działaniem artystycznym. W ramach dofinansowania rozliczyć będzie można też koszty personelu pracującego na rzecz instytucji kulturalnej, jak również organizacji spektakli i koncertów.” O wysokości kwot decydowało kryterium dochodów z roku poprzedniego, czego nijak nie da się obronić patrząc na próby aktywności w roku pandemicznym AD 2020. Sieć huczy więc od spekulacji, ale też pole do tejże zostało szeroko otwarte. Wystarczy przyjrzeć się niektórym podmiotom, by zobaczyć, jaki jest zakres ich podstawowej aktywności artystycznej (kulturowej), a na ile to działalność dodatkowa, obok np. sprzedaży detalicznej odzieży czy artykułów używanych. Jedni cieszą się po cichu, inni głośno podkreślają, że otrzymali mniej, niż wnioskowali. I choć pytanie (o rozdział pieniędzy) rodzi pytanie (o… pieniądze), bardziej istotne wydaje się może takie: dlaczego tak późno? I co dalej z kulturowym lockdownem – nie tylko koncertami, ale też teatrami, operami, kinami, galeriami itp. Jego końca póki co nie widać, a na pytanie o przyszłość, nie tyle dalszą, co bliższą, nikt wciąż nie chce odpowiedzieć. Bo nikt też nie chce wziąć za kulturę, tak na serio, odpowiedzialności.