muzobar trojka

Jeszcze w roku 2012 słuchalność Programu III PR zbliżała się do 9% i była dla niego rekordowa (w historii pomiarów słuchalności). Pod koniec 2019 roku zostało z tego 4,7 %, które stacja notuje do dziś. W oczekiwaniu na nową falę słuchalności trudno oczekiwać, by ten Kryzys wokół Trójki zapobiegł osadzaniu się stacji na dnie. W końcu Posłuchaj, to do Ciebie: Frustracja rodzi agresję, sensacja goni sensację, kolejna męki stacja, nowa święta racja, mózgów masturbacja, uczuć naszych inflacja, słowami manipulacja. Znowu alienacja. Wstyd!

Część pierwsza: To tylko radio i polityka

Miała Trójka, jak wiele mediów w Polsce po 1989 roku, czas wzlotów i upadków. W jej przypadku, jak zwykło się sądzić, nie wynikało to tylko ze starzenia się słuchaczy. W nowych realiach Trójkę najpierw wyprzedzały „nowoczesne”, dynamiczne komerc-radia typu RMF, na pewnym etapie podgryzł ją oczywiście Internet. Jednak większy wpływ na powszechny odbiór mieli raczej szefowie stacji i jej dyrektorzy muzyczni, którzy koncertowo zaprzepaszczali kolejne okazje na odnalezienie się Trójki w XXI wieku, dalsze kreowanie dobrych gustów, ale też i na to, by łączyć (pokolenia), a nie dzielić. Bo to, wbrew dzisiejszym opiniom zaperzonej ideowo prawej strony, było od zawsze siłą Trójki, dziś tak radośnie przez sieć historycznych i kulturowych ignorantów dezawuowaną. Oczywiście zakładać trzeba, że to co mówią i piszą współcześni Fanatycy Ognia, robią wyłącznie na użytek nierozgarniętych, acz pożytecznych… klakierów. Ludzi, dla których Trójka to nie radio, na którym wychowało się przynajmniej jedno ważne dla kraju pokolenie, ale (co podkreślają też redaktorzy siedzący bezceremonialnie na jej liście płac) relikt PRL, bastion postkomunistów, cór i synów SB-ków, lewaków itp. Słowem – rozwalić i postawić na nowo, nawet, jeśli chce się budować coś, co nie wymaga nawet większej naprawy. Trudno tę logikę pojąć, choć węszę tu, że sprawnie wprowadzone w obieg hasło kraju „w ruinie” może mieć z tym coś wspólnego. Bo jeśli nie podobają nam się wyimaginowane ruiny wroga, możemy pokazać, że potrafimy zostawić lepsze. Własny Kombinat . Konsekwencja działań godna jedynie pożałowania.

W latach 90. Trójce szefowali: Wiktor Legowicz, Grzegorz Miecugow, Jacek Ejsmond, Paweł Zegarłowicz i Piotr Kaczkowski, który wprowadził stację w nowe millenium. W I dekadzie tego wieku na czele radia stali kolejno: Michał Olszański, Witold Laskowski, Krzysztof Skowroński, Magda Jethon; drugą dekadę rozpoczęło niechlubne pół roku Jacka Sobali, po którym p.o. pełnił Wojciech Poczanowski, zastąpiony ponownie przez Jethon. Od początków rządów Zjednoczonej Prawicy (2015), nie licząc dwóch miesięcy Jethon, Trójce – z zawodu – dyrektorowało łącznie 6 osób.

Paradoksalnie, w latach złożonych koalicji rządowych, kierownictwo w Trójce było najbardziej stabilne. W czasach SLD-PSL Trójce dyrektorował Zegarłowicz (najdłużej po 1989 roku), podobnie jak Laskowski w czasach drugiego rozdania lewicowo-ludowego lat 2001-2005. Potem bywało zmiennie, choć mamy krzyżującą się z dwoma rządami kadencję Skowrońskiego, który przywrócił Trójkowym audycjom charakter autorski – po latach fatalnego dla charakteru radia kierunku, nie tylko muzycznego, jaki obrał Laskowski. Kadencja Skowrońskiego pamiętana jest różnie, głównie ze względu na wyraźnie polityczne nachylenie – przypomnieć można chociażby jego wizytę w porannej audycji Wojciecha Manna, podczas której tłumaczył słuchaczom, jak mają rozumieć upublicznione dzień wcześniej przez TVN „taśmy Beger”. Jakościowo jednak Program Trzeci wracał raczej do korzeni, muzycznie stacja odbijała się od dna, i pewnie z tego powodu list w obronie odwoływanego z funkcji Skowrońskiego poparło wówczas ponad 70 dziennikarzy, także z mediów, których nijak nie można uznać za przychylne obozowi prawicy. I można by tak dłużej, ale… Właśnie, „ale”, czyli istota obecnego problemu, która rozmyłaby się niczym logika narracji przyjętej przez obrońców cenzorskich zapędów władz Trójki. Tym dużym „ale” jest muzyka i dziennikarstwo muzyczne, jest wolność artystycznej i dziennikarskiej wypowiedzi. Jest wreszcie szacunek do słuchacza – ten faktyczny, a nie przedstawiany na konferencji za pomocą tabelek i liczb.

W Polsce znowu jedne media żyją innymi mediami, co nie jest niczym nowym – wystarczy spojrzeć, jak wiele miejsca prawicowi dziennikarze poświęcają dziennikarzom opcji przeciwnej. Tym razem jednak chodzi jednak o muzykę, i o wyjątkowo podłą próbę cenzurowania, paradoksalnie – popieraną przez wrogów słusznie minionego systemu, w którym cenzura była w kulturze bronią najmocniejszą. Tym razem jest usprawiedliwiona, choć wsparta ledwie przekonaniami pozbawionymi dowodów, oparta na niedopowiedzeniach i nieweryfikowalnych opiniach. Liczy się jednak publiczny lincz i sprawne niszczenie reputacji jednostki. Voila! Oto sprawdzony przepis na polską wersję makkartyzmu.

Część druga: To wychowanie

„Nie wychowała mnie Trójka, ale rodzina i wartości chrześcijańskie. Nie wychowali mnie TW, którzy poprzez radio tworzyli wentyl bezpieczeństwa dla młodzieży. Trójka to w latach 80. czerwoni redaktorzy, radio pełne komuchów, a po 1989 roku radiowa, postkomunistyczna kasta”. To nie cytaty, ale wycinki z komentarzy dominujących na prawym brzegu TT. Zaskakujące, w jak krótkim czasie Trójka „awansowała w dół”, z radia, które znaczyło sporo, kiedy było nasze, zyskując status rozgłośni, która od zawsze była „przeczekalnią” dla postkomunistów i antypolskich manipulantów. Pospolitych hejterów prowadzi w tej narracji m.in. towarzysz redaktor Wojciech Reszczyński, który przez lata 80. pracował w rozgłośni. Decyzji władz broni były członek PZPR Krzysztof Czabański, zapewniający, że media publiczne zmienią się na obraz nowej partii-matki. Tej Partii. Jak zawsze na posterunku i tak samo nieśmieszny z kolejną teorią spiskową wtrąca się Pan YaYo, który swego czasu udowadniał, że głowie państwa przestrzelono na autostradzie oponę, a teraz przypomina sobie, jak bardzo Niedźwiecki nienawidził jednego kabaretu i zwalczał megahit zespołu 7777. Przyłapany na przytaczaniu nieprawdziwych danych sugeruje sfałszowane tabele z wynikami. W ruch poszły teczki, donosy, oskarżenia o łapówki w TVP Info (tajemniczy lider nie mniej tajemniczego Antyquariatu). Swoje 12 groszy na temat rynku muzycznego dorzuciła była wokalistka Virgin, która ma chyba żal, że zawsze za mało smarowała radiowcom, by jej bezpretensjonalne dzieła trafiły na playlistę Programu III PR. Raz uruchomiona machina wrogości – bo to nawet nie zwykła, ludzka antypatia – działa, jak widać, pełną parą.

Nie da się ukryć, że najliczniej Programu III PR przestało słuchać pokolenie, które na tej rozgłośni się wychowało. Moment, w którym wystartowała Lista Przebojów Programu III (rok 1982) i gusta, jakie kreowali radiowi redaktorzy, od Kaczkowskiego po Beksińskiego, to jednak tylko w pewnym wymiarze zestawienie z przeszłości. Przy bogatej i dobrej jakościowo polskiej scenie muzycznej, przypominającej dziś (może nieco euforystycznie) początki lat 90., ostatnie lata są dla Trójki naprawdę udane – począwszy od projektu Męskie Granie, na akcji StartNaGranie kończąc. I zasługa w tym grupy dziennikarzy redakcji muzycznej, którzy misję – jak niewielu – ciągle traktowali i traktują poważnie. Nawet, jeśli niektórym mogą oni przypominać tylko Klub Wesołego Szampana.

To, jak bardzo zmienił się profil odbiorcy Trójki, każdego roku ilustrują polskie i ogólne wszech-notowania. O ile w tych pierwszych rozkład dekad jest stosunkowo równomierny, o tyle w ogólnym tryumfują wykonawcy z lat 70. W tegorocznych, co było zresztą szeroko komentowane nie tylko w mediach społecznościowych, statystyki były bezlitosne dla zespołów „trójkowych”, a więc utworów nagranych w latach 80. Ledwie 18 na 100 w Topie wszech czasów powstało w tym okresie, z setki, dla przykładu, wypadł David Bowie i bardzo „trójkowi” przecież The Cure, a i polskich sztandarów z tego okresu było jak na – nomen omen – lekarstwo. W świetle ostatnich „rewelacji” (sic!) nt. liczenia głosów do Listy, część bezkrytycznie uznała, że trzyma w rękach dowód na wieloletnią manipulację redaktorów i wydawców audycji, choć logicznie powinno im się to kłócić z teorią o porzuceniu (już dawno) Trójki przez tamto pokolenie. O minimalizowaniu tą drogą efektów pospolitych oszustw przy głosowaniu – cisza. Będę się więc upierał, że z Trójką zostali w dużej mierze najstarsi, najwierniejsi fani, oceniający prezentowaną w niej muzykę bez sentymentalnego związku z historią swoją i rozgłośni. Bo w pewnym okresie radio podążyło śladem telewizji, zostawiając lukę, przestrzeń, w której już nie widziało się starsze, a jeszcze nie odnalazło nowe pokolenie. A jednak znalezienie złotego środka przez kilka ostatnich lat się udawało.

Niezdrowy szum wokół Trójki ma korzenie głębsze niż rok 2020, choć to w ostatnich miesiącach kryzys wokół tej publicznej stacji eksplodował. Obudził starych fanów radia, aktywizując jednocześnie hejterów, którzy radio widzieli tylko w muzealnych gablotach, nie rozumieją więc jego istoty. Dzisiejszą Trójkę zdają się oblepiać błotem głównie ci, którzy deklarują, że radia w ogóle nie słuchają (co jest typowe dla nowoczesnego krytykanctwa: nie znam się, lecz wypowiem, bo mogę). Wtórują im sfrustrowane pseudoelity dziennikarskiej prawicy, najwidoczniej zaskoczone tym, że w społeczeństwie znacznie głębiej zakorzenione są idee i wartości, których sami nie wyznają, a przede wszystkim – nie rozumieją. Inaczej pojmują warsztat i profesjonalizm dziennikarski, nie doceniają umiejętności opowiadania o muzyce i skutecznego promowania nowych, nietuzinkowych wykonawców; zawstydza ich nieprzeciętna wiedza muzyczna oraz zbudowana przez lata marka, oraz wiarygodność nagradzana wskaźnikiem zaufania, a w skrócie – etos prawdziwego radiowca. To musi rodzić konsternacje, bo trudno inaczej pojąć knajackie odniesienia do pracy i kulturowego wpływu starych (pardon) wyjadaczy radiowych, jak Wojciech Mann czy Marek Niedźwiecki, odbijające się rykoszetem na młodszych redaktorach, takich jak chociażby Bartek Gil. W sumie można to próbować wytłumaczyć: oto środowisko pozbawione prawdziwych autorytetów (np. muzycznych), które wije się, by i na tym polu nie zostać kulturowo wyklęte. I jeśli samo nie potrafi stworzyć medium z wiernym i licznym odbiorcą, z lubością odbierze to innym.

Wielu zapomina, nie rozumie, albo po prostu udaje, że nie wie, że prawdziwy, a nie przypadkowy słuchacz wybiera radio dla postaci, które ceni za wiedzę i warsztat, z którymi może się utożsamić, bo na jakimś etapie życia kształtowały go muzycznie. I w tym kontekście trójkowe wychowanie nabiera cech fenomenu, który wielu niespełnionych bohaterów, czekających na pogłaskanie Centrali, może uwierać. Ogniwem tego wychowania są autorytety, które w kulturze współczesnej za łatwo unieważnia się i odrzuca. Dlatego też proces niszczenia dorobku, także personalnego, Trójki, tak łatwo podrażnił niejeden nerw.

Trójka część trzecia: dziennikarze, radio i Miłość z Listy Przebojów